„W poniedziałek angielski, we wtorek piłka nożna, w środę robotyka, w czwartek basen, a w piątek pianino”. Brzmi znajomo?
Współcześni rodzice mają do dyspozycji ogromną liczbę zajęć dodatkowych dla dzieci. To z jednej strony wspaniała możliwość rozwijania zainteresowań, talentów i kompetencji społecznych. Z drugiej – coraz częściej obserwujemy zjawisko nadmiernego planowania dziecięcego czasu oraz projektowania na dziecko własnych oczekiwań i niespełnionych marzeń.
Chcę dla niego jak najlepiej…
Większość rodziców działa z najlepszych intencji. Chcemy, aby nasze dzieci miały więcej możliwości niż my. Chcemy wspierać ich rozwój, odkrywać talenty i budować pewność siebie.
Problem pojawia się wtedy, gdy granica między wspieraniem a kierowaniem życiem dziecka zaczyna się zacierać.

Bo czy zapisujemy dziecko na kolejne zajęcia dlatego, że ono tego chce? Czy może dlatego, że boimy się, że „zmarnuje potencjał”? A może dlatego, że inni rodzice również inwestują w rozwój swoich dzieci i nie chcemy zostać w tyle?
„Ja zawsze chciałem być piłkarzem…”
To jeden z najczęstszych mechanizmów, które obserwują psychologowie i pedagodzy.
Rodzic, który w dzieciństwie marzył o karierze sportowca, muzyka czy artysty, nieświadomie próbuje zrealizować swoje niespełnione ambicje poprzez dziecko.
„Mnie nie było stać na lekcje gry na pianinie, więc moje dziecko będzie chodzić.”
„Nigdy nie udało mi się dostać do drużyny, więc syn musi trenować.”
„Zawsze marzyłam o tańcu, więc córka będzie tancerką.”

Nie ma nic złego w pokazywaniu dziecku różnych możliwości. Problem zaczyna się wtedy, gdy zainteresowania rodzica stają się obowiązkiem dziecka.
Dziecko może kochać rysowanie, podczas gdy rodzic widzi w nim przyszłego piłkarza. Może uwielbiać budować z klocków, a nie występować na scenie. Może po prostu nie mieć ochoty na kolejne zajęcia po całym dniu spędzonym w szkole lub przedszkolu.
Dziecko też potrzebuje czasu na… nicnierobienie
W świecie pełnym harmonogramów coraz częściej zapominamy, że nuda nie jest wrogiem rozwoju.
To właśnie podczas swobodnej zabawy dzieci:
- rozwijają kreatywność,
- uczą się samodzielnego podejmowania decyzji,
- ćwiczą rozwiązywanie problemów,
- budują odporność psychiczną,
- odpoczywają od ciągłych wymagań.

Każda godzina dziecka nie musi być produktywna.
Dzieciństwo nie jest projektem do zrealizowania ani wyścigiem po jak największą liczbę certyfikatów, medali czy dyplomów.
Jak rozpoznać, że zajęć jest za dużo?
Warto zatrzymać się i przyjrzeć kilku sygnałom:
- dziecko często mówi, że jest zmęczone,
- niechętnie chodzi na zajęcia, które kiedyś lubiło,
- ma coraz mniej czasu na swobodną zabawę,
- jest rozdrażnione lub przeciążone emocjonalnie,
- traktuje zajęcia wyłącznie jako obowiązek.
Jeśli harmonogram dziecka przypomina kalendarz zapracowanego menedżera, może to być sygnał, że warto zwolnić.

Wspierać, a nie sterować
Rolą rodzica nie jest stworzenie idealnej wersji dziecka według własnego planu. Naszym zadaniem jest pomóc mu odkryć, kim naprawdę jest.
Czasem oznacza to zapisanie dziecka na wymarzone zajęcia sportowe. Innym razem – zaakceptowanie faktu, że po dwóch miesiącach stwierdzi, że jednak woli coś zupełnie innego.
I to jest w porządku.

Bo sukces nie polega na tym, że dziecko spełni nasze marzenia. Prawdziwy sukces polega na tym, że będzie miało odwagę realizować własne.